Notka przełożona z powodu mojego jutrzejszego wybycia ,piszę ją dzisiaj ,bo jutro nie będę miała czasu tego zrobić ,a po za tym poczułam jakąś wenę ,chociaż powiem ,że od ostatniego
Czas ciężko mi idzie pisanie coraz dłuższych notek ,chyba lekkie zmęczenie daje się we znaki.
Zależało mi najbardziej na opinii pewnej osoby ,ale niestety się nie doczekałam ,a więc powiem skromnie pocałuj mnie w DUPE!;p
Już nie potrzebuje twojej opini.
No i uspakajając się…zapraszam na kolejnego odcinka!
Tom...?
Co tu robi Tom?
Stał pomiędzy nimi wpatrując się w Bill’a ,a Inez nie rozumiała o co chodzi.
Brat chłopaka miał poważną minę ,a na twarzy młodszego z braci rysowało się lekkie przerażenie.
Za dużo było znaków ,za mało słów ,w końcu Bill postanowił przerwać tą ciszę.
-Tom ,co ty tu robisz?
-Stoję.
-To widzę ,ale przecież ty byłeś na ziemi ,pomiędzy normalnymi ludźmi ,co Cię tutaj sprowadza?
-Ty i twoje problemy…-Powiedział i kiwnął wzrokiem na wartowników ,którzy złapali siłą bezbronną dziewczynę ,która za wszelką cenę chciała się wyszarpać z uścisku.
-Nie! Zostawcie ją nie macie prawa! – Chłopak szarpną jednego z wartowników ,nie chcąc aby ktokolwiek dotykał jego dziewczyny jego Inez…jeszcze nie do końca wszystko wyjaśnił ,a tym czasem szykował się następny problem.
Poczuł nagle ciepłą.. nadzwyczajnie ciepłą dłoń swojego brata na swoim ramieniu.
-Gdzie ją zabieracie?!-Krzykną ,ani myśląc żeby odwrócić się do brata ,który staną tuż obok niego patrząc się na wartowników ,którzy ani śmieli się odezwać.
-Do komnaty…tam jej miejsce.-Powiedział.
Bill z obrzydzeniem spojrzał się na swojego brata ,który kiedy tylko postacie zniknęły w ciemnym gąszczu traw popatrzył na brata.
Dawno się nie widzieli…ani żaden z nich się nie zmienił ,no może trochę Tom przystosować mu się do normalnego środowiska ,otoczenia ,pracy ,ludzi było ciężko ,ale dał radę.
Teraz czuje się szczęśliwy ,spełniony.. i wreszcie wolny. Sam nie potrafił się dogadać ze swoim ojcem dlatego zrezygnował z bycia tutaj bezpiecznym ,tam w normalnym świecie wciąż narażony jest na potencjalne niebezpieczeństwo. Kiedy pewnego dnia zniknął wszyscy zaczęli go szukać ,jedna z dam Gabriela szukała go po za światami jednak ten ukrył się tak dobrze ,że do tej pory ani śni mu się tu wracać.
-Kocham ją rozumiesz nie psuj tego.-Powiedział czarny zaciskając wargi.
-Kogo?-Chłopak z warkoczykami na głowie był zdziwiony.
-Nie zgrywaj się.-Pogroził mu brat.
-No kogo? Ją?-Powiedział i wskazał ręką drogę w której oddaliła się kobieta.
-Tak ją i nie wierze ,że przyszedłeś tutaj z tymi… wartownikami! Nie rozumiem do czego oni to w ogóle byli potrzebni przecież nic złego nie zrobiliśmy!-Powiedział i zaczął iść.
-Zabroniono nam się spotykać z tą dziewczyną dobrze wiesz dlaczego.
Młodszy Kaulitz się odwrócił i bezwładnie opuścił ręce.
-Owszem i zabroniono nam tak ,że przekraczać granicy tego świata.
Tom ciężko westchnął i podszedł do swojego brata.
-Nie zaczynaj dobrze wiesz dlaczego odszedłem ,właściwie swoimi postępkami narażasz mnie na niebezpieczeństwo ,wiesz o tym?-Powiedział i obejrzał się za siebie ,aby upewnić się ,ze ikt za nimi nie stoi.. nie słucha ,nie patrzy ,nie obserwuje.
Było zimno i ściemniało się coraz bardziej ,wiatr delikatnie kołysał dość wysokie trawy ,trzeba było przyznać ,że to miejsce było wyjątkowo zaniedbane.
-Nikt Ci nie kazał tu przybywać.
-Wróć ze mną…tam sobie wszystko ułożysz wiem ,że tutaj jest ciężko.. ,ale uwierz mi ,że jeżeli będziesz się spotykał z tą dziewczyną ojciec nie zawaha się też skrzywdzić Ciebie ,czy ty tego do cholery nie rozumiesz?-Zapytał potrząsając bratem.
On opatrzył w jego oczy.
-Nie chce innego życia ,ona jest wszystkim tym co jest mi potrzebne do życia..
-Bill proszę Ciebie ile ze sobą jesteście nie było mnie zaledwie miesiąc!
-Znamy się od bardzo dawna sam wiesz dobrze o tym i nie chciałem stąd odchodzić między innymi ze względu na nią!
-Ja z Tobą zwariuję.-Warkną starszy z braci i oddalił się na chwilę ,łapiąc się za głowę ,która zaczynała już go boleć. Zawsze musiał się napocić i nadenerwować ,żeby przestawić brata na swoją stronę zawsze! Przecież Bill zawsze zachowuję się jak osioł – znaczy oczywiście jest taki uparty ,bo Tom nie może zaprzeczyć ,że za nim nie tęsknił… Właśnie jednym z powodów był taki ,że wrócił tutaj narażając siebie na złapanie.
-Zrobisz jak uważasz ,ale pilnuj się nie chcę Cię stracić.-Powiedział po chwili odwracając się.
Nie był pewien swoich słów ,ale przecież jego brat też jest dorosły niech bierze odpowiedzialność za swoje czyny.
Bill uśmiechną się ,a po chwili oby dwoje się do siebie przytulili mocno ,klepiąc się po plecach.
-Tęskniłem za Tobą.
-Ja za Toba też.-Odpowiedział Tom i po chwili się od siebie odsunęli.
-Chodź przysiądźmy nie chcę wchodzić na tereny zamku tam mnie złapią ,a chciałbym z Tobą porozmawiać.-Powiedział i usiadł na starej ławce ,która stała przy starej wierzbie.
`Tak bardzo męczy mnie bycie tu
Zduszona przez moje wszystkie dziecięce lęki
I jeśli musisz odejść
Chciałabym byś po prostu odszedł
Ponieważ twoja obecność tu się przeciąga
I nie zostawi mnie w spokoju
Zaczęła wątpić w sam sens ich prób bycia razem.
Przecież to jest zbyt piękne aby mogło się udać!
-Chcesz to wszystko skończyć za nim się dobrze zaczęło? –Spokoju nie dawało jej sumienie.
-Nie oczywiście ,że nie! ,ale narażamy się na ogromne nie bezpieczeństwo!
-Miłość jest w stanie przetrwać wiele.
-ale…nie ,nie to nie może się udać…
Podkuliła nogi pod siebie i uroniła łzę ,która było tylko zaledwie zalążkiem uczuć jaki w sobie trzymała.
Nikt nie stał po jej stronie ,każdy widział w niej niebezpieczeństwo.
A czy ona była inna?
Nie ,może nie była taka jak oni …Ci ,którzy posiadają swoje szóste zmysły i jakieś nadprzyrodzone moce ,ale przez tyle lat zdążyła się już przystosować.
…
-Rozumiem…chciałbym żeby Ci się udało ,ale musisz też zrozumieć ,że…. To będzie trudne i ,że ja jako twój brat cholernie boję się o Ciebie.-Odparł Tom zwieszając głowę
-Ja też się boję…i bałem o Ciebie ,pamiętasz jak odchodziłeś ,obiecałeś mi ,że wrócisz kiedyś…szczęśliwy i zdrowy – udało się.-Uśmiechnął się identycznie jak swój brat.
-Tak to było szalone.
-A jak się teraz miewasz?
-Ah wiesz wspaniale ,żyję normalnie z pozoru niczym się szczególnym nie wyróżniam na pewno jest mi lepiej nie mam ochoty tutaj wracać ,spotykam się z ludźmi ,imprezuje jednym słowem czuję się spełniony.-Uśmiechnął się z błyskiem w oku
-Brakuje tylko Ciebie..
Powoli młodszy z braci zaczął się zastanawiać nad tym czy rzeczywiście nie lepiej było by iść ,zostawić to wszystko tak jak jest zacząć od nowa ,ale co z Inez?
-A jak tam sprawy sercowe masz kogoś?
Starszy z braci się zaśmiał
-Tak jest jedna dziewczyna ,która kompletnie zawróciła mi w głowie…jesteśmy razem i szczerze mówiąc chciałbym aby tak pozostało.
-Co to za jedna?
-Ann średniego wzrostu blondynka o długich blond włosach ,z przebłyskiem ciemnego orzechowego koloru ,pełnych wargach i zabójczym spojrzeniu.
-Jednym słowem – anioł.
-Żebyś wiedział ty też byś swojego znalazł… uwierz mi ,że gdybyś zobaczył jak tam kobiety wyglądają z porównaniu z tutejszymi….niebo a ziemia ,o takie właśnie jest porównanie
Oby dwoje się zaśmiali.. Tom spojrzał na niebo księżyc jak zawsze o tej porze zbliżał się do pełni.
-Muszę już iść. ,ale wrócę proszę zastanów się nad moją propozycją niebawem znów się pojawię.-Odparł i uścisną brata mocno.
Po chwili już odbiegł w ciemność i już go nie było…
Czarny ciężko westchnął.
Już nie wiedział czego chciał czego nie..
Normalnego życia?
Ale co on rozumie przez to słowo?
Poszedł do zamku ,nawet nie chciało mu się już iść do Inez ,chyba pora dać sobie spokój.
Wszedł do zamku kiedy znowu natkną się na Gabriele.
A to co tu robi?
Tymczasem na ziemi.
Tom przechadzał się uliczkami Nowego Jorku…aby zaraz dojść do domu swojej ukochanej.
Czuł.. a może inaczej miał nadzieje ,że jego brat nie pozwoli się władować w żadne problemy.
Doszedł do białego budynku w ,którym mieszkała Ann ,zapukał do drzwi ,a po chwili drzwi ustąpiły ,a w nich pojawił się młodszy brat dziewczyny Sebastian chłopiec miał 3 latka.
-Mamo…-Odpowiedział wkładając palce do buzi i wchodząc w głąb salonu.
-Dzień Dobry…Co mały nie poznajesz mnie?-Zaśmiał się Tom i wszedł do środka zamykając za sobą drzwi. Była to zwyczajna rodzina ,zwyczajny dom bez nie wiadomo jakich wielkich luksusów jedyną rzeczą jaką Tom podziwiał to fakt ,że wszyscy tutaj siebie tak nawzajem szanują.
-Dzień Dobry.-Odparł ponownie i uścisnął rękę ojca Ann.
-Witam.-Odparł i przeszedł do drzwi balkonowych do ,której zbliżał się chłopiec.
Tom zdjął kurtkę i buty , a po chwili znalazł się przy mamie Ann ,która go uścisnęła.
-Zostaniesz na kolacji?-Zapytała śmiało.
Rodzice Ann od razu zaakceptowali chłopaka ,którego to niezmiernie cieszyło na początku obserwował jak wygląda normalne życie ,gesty ,a po chwili zaczął w nie śmielej wkraczać.
Gdzie poznał Ann?
Na dyskotece na którą pociągła go znajoma z szkoły ,do której zaczął uczęszczać.
Zaimponowała mu nie tylko swoim wyglądem ,ale i odwagą ,a jednocześnie skromnością…potem zaczęli ze sobą flirtować i tak poszło to dalej…
-Jeżeli nie będę sprawiał państwu kłopotu to oczywiście ,że tak.-Uśmiechnął się i wziął chłopca na ręce ,który po chwili pojawił się przy jego nodze.
-Aaa Haha…-Zaśmiał się Sebastian.
-Masz podejście do dzieci.-Uśmiechnął się Steve.
-Ann jest na górze dzisiaj nie czuła się najlepiej…możesz do niej wejść i oczywiście nie będziesz sprawiał kłopotu.-Powiedziała brązowowłosa kobieta pilnując aby jajecznica się nie przypaliła.
Tom postawił malca na podłodze i skierował się do drzwi po chwili szybko po nich wbiegł.
I zapukał delikatnie do drzwi naciskając na klamkę…
-Skarbie?
To Be Continued….

Na sam początek chciałam napisać ,że dziękuje za zainteresowanie ze strony pana Pawła moim blogiem ,jest mi nie zmiernie miło z tego pwoodu.
Blog jest nowy ,a więc nie liczę póki co na szczególną ruchliwość chociaż te dwa komentarze i wpis w księdze gości zalał moje serce miodem.
Wystaczy jeden komentarz ,który dodaje mi skrzydeł.
Notkę dedykuję mojemu największemy problemowi... ,który bstaje cię corz mniej odczuwalny.
Tak Tobie Kingo ,chciałam Ci napisać ,że nienawidze Cię.
Nienawidzę Cię za wszystko.
Znaleźli się w najbardziej mniej spodziewanym miejscu.
Był to cmentarz.
Stary cmentarz ,który znajdował się w upiornym lesie ,było ciemno ,a to miejsce wydawało się idealnym do nakręcania różnego rodzaju dramatów. W tle unosił się zapach ,zniczy ,a osoba ,która dobrze się wsłuchała w łamiące się gałęzie ,bądź szelest tańczących liści ,które pobudzał delikatny wiatr mogła poczuć na swym ciele gęsią skórkę.
Brunetka nie czuła się tutaj bezpiecznie.
Choć szła starą alejką z Billem pod rękę ,czuła tutaj energię spoczywających ludzi.
-Po co tutaj mnie przy…po co pokazałeś mi to miejsce?-Zapytała i podniosła głowę do góry patrząc na profil jego twarzy.
Ten zwrócił swój wzrok na jej.
-Nie byłaś tutaj nigdy ,prawda?
-Raczej nie przychodzę w tak upiorne miejsca jak to.
-Tutaj wszyscy są szczęśliwi…to tylko tak wygląda.
-A skąd to wiesz?
-Zaraz sama się przekonasz…-Odparł i pomiędzy betonowym pomnikiem ,a starym spróchniałym już nieco drzewem przecisnął się podając brunetce dłoń.
Ta tylko z niechęcią na nią spojrzała ,było jej zimno ,a ta mgła…tylko pobudzała jej wyobraźnie.
-Bill wracajmy już ,proszę..-Odparła chowając dłonie do swojego szarego płaszcza.
Bill się uśmiechnął i odparł.
-Księżniczko nie bój się ,masz przy sobie swojego rycerza ,który nie pozwoli Cię skrzywdzić …
Brunetka spojrzała na niego nie pewnie wyjęła dłoń z kieszeni i wyciągnęła w stronę Billa ten chwycił ją mocno ,ta przeszła z nieco większym problemem.
Stali na placu nikogo nie było w tle stare drzewa i mgła.. gęsta mgła ,która przysłaniała nieco widok.
Wszędzie czerwone ,żółte znicze ,a na niebie księżyc.
-Zaraz się zacznie.
-Co się zacznie.?
-Zobaczysz…-Powiedział i objął ją ręką ,ta nie zdążyła się odezwać słowem ,a nagle usłyszała nieznajome głosy i szmery dobiegające z grobów.
-Bill proszę chodźmy.-Odparła mocniej go obejmując ,przeszły ją ciarki ,które po części też ją paraliżowały ,a Bill z uśmiechem i zdumieniem wpatrywał się w to zjawisko.
-Do you rememeber me….?-Na przemian zmieniający się ton głosu ,Inez tylko głowę odwracała na lewo i na prawo aby kogo kolwiek dostrzec.
Stali przy grobie…przy grobie ,kogo?
JEJ OJCA ,teraz dostrzegła tabliczkę nieco pokrytą zielonym mchem.
-Tutaj spoczywa mój ojciec?-Zapytała
Bill puścił ją z uścisku i staną naprzeciwko niej.
-Powinnaś wiedzieć ,ten głos ,który słyszysz…to głos ,którego Ci podświadomie brakowało ,to jest jak aluzja ,nie usłyszysz nikogo z spoczywających tu ludzi ,tylko swojego ojca ,bo to on jest Ci teraz potrzebny jeszcze nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo.
-Po co tutaj przychodzisz?-Zapytała pocierając dłonie ,które tak jak i nos zrobiły się już czerwone.
-Bo obok twojego ojca leży moja matka.-Odparł.
Usiadł na drewnianej nieco nie stabilnej ławce ,która z biegiem czasu stawała się coraz w bardziej opłakanym stanie.
Ona usiadła obok niego.
-Czuje ,że chcesz mi coś powiedzieć…-Odparła
-Nic prócz tego ,że teraz już mi nie uciekniesz…-Odparł
Brunetka skrzyżowała układ brwi. .a po chwili pociągnęła temat dalej.
-Dlaczego miałabym Ci uciec?-zapytała
-Boisz się…nawet jeżeli jesteś przy mnie czuje to.
-I co w związku z tym…zawsze tak mam.-Odpowiedziała na swoją obronę.
On popatrzył na nią.
-To nie dobrze ,to znaczy ,że nie do końca mi ufasz..
-To nie tak.
-Inez proszę Cię ja Ci tylko mówię ,że teraz już za późno moje serce należy do Ciebie i gdybyś odeszła znalazł bym Cię chociażby i na końcu świata.
-To od kiedy się we mnie podkochujesz?-Uśmiechnęła się zalotnie.
Bill pociągnął nosem z zimna dłonie wkładając do swojego czarnego płaszcza ,patrząc się przed siebie chwile zastanawiał się nad odpowiedzią.
-Odkąd Cię zobaczyłem wtedy na pogrzebie twojej mamy…-Odparł i popatrzył na nią.
-Powiedziałaś cześć ,a dla mnie to był jak odgłos pięknie śpiewającego ptaka ,kiedy Ciebie zobaczyłem przy tym grobie nie wierzyłem w to co widzę…nie wierzyłem ,że Cię spotkam odkąd wyniosłaś się do brata …
-Mój brat nie żyje.
-Dlatego trafiłaś tutaj.
-Moja przeszłość jest dość poplątana sama wielu rzeczy nie pamiętam ,słyszę dużo wersji na temat jak było…jacy byli moi rodzice.
-Przeszłość to historia ,a przyszłość tajemnica.
-Nikt nie odwiedza tutaj mojego ojca?
-Nie
-Dlaczego?
Bill poruszył się nie bezpiecznie ,brunetka już czuła ,że wyszła poza granicę.
-Chodź musimy już wracać.-Odparł i chwycił ją za dłoń.
-ale…-Zaczęła kiedy nagle usłyszeli oby dwoje szczekanie psów.
-Chodź musimy ,uciekać szybko nie ma czasu!.-Krzyknął i złapał ją mocno za dłoń.
-Bill mówiłeś ,że tutaj jest bezpiecznie!
-Bo jest ,ale nie przewidziałem ,ze tutaj zjawia się wartownicy…musieli zauważyć ,że nie m Ciebie w komnacie..-Powiedział i zaczął biec…trzymając ją za rękę.
Nie mógł teraz użyć swojej siły gdyż nie mógł się skupić ,naprzeciw nagle wyszli im wartownicy ,a pomiędzy nimi Tom…

"Chcę byś mnie kochał, jakbym była gorącą laską
Nie przestawaj myśleć o mnie, rób wszystko co chcesz
Więc chłopcze zapomnij o całym świecie bo dziś wieczorem będziesz ty i ja
Chcę pościelić łóżko dla ciebie, potem sprawię, że schowasz dumę do kieszeni"